niedziela, 2 stycznia 2011

Mr. Curiosity

'W dniu, w którym Jake miał być odłączony od respiratora, pozwolono mi być z nim sam na sam po raz ostatni. Znów byłem w małym pokoiku, obserwując jak spokojnie oddycha przez rurę podłączoną do maszyny na kółkach, która stała obok łóżka. Tym razem nie było łez. Godzinę później, Jake został odłączony od respiratora i umarł.
(...) W dniu, który byłby szesnastymi urodzinami Jake’a, odwiedziłem jego grób po raz pierwszy. Było chłodne, szare popołudnie i drzewa na cmentarzu były już bez liści. Byłem sam i usiadłem po turecku obok nowego nagrobka. Wokół panowała cisza, gdy zacząłem do niego mówić poprzez moją duszę. Choć może się to wydawać dziwne, mogłem „poczuć” jego obecność. Wiedziałem, że gdziekolwiek był, słyszał mnie. Ta myśl wywołała uśmiech na mojej twarzy, jak to często bywało w tych dniach, kiedy wspominałem szczęśliwe chwile, jakie razem dzieliliśmy. '



1 komentarz:

  1. wiem, że tak jest, ale za cholerę nie potrafię tego do siebie dopuścić. a stylem pisania się nie przejmuje. właściwie nie wiem, czemu to napisałam, może dlatego, że byłam bardziej zadowolona ze swojej pisaniny w zeszycie. chyba jednak wolę tradycyjną kartkę i długopis od klawiatury i monitora ;-)

    OdpowiedzUsuń