W małym pokoiku znajduje się dwoje drzwi. Jedne służą do wchodzenia. Drugie do wychodzenia. nie inaczej, nie na odwrót. Do tego pomieszczenia przychodzą ludzie, co jak co, związani ze mną. Wnoszą coś od siebie, coś zabierają. no i za każdym razem uciekają. Wychodzą tymi drzwiami, a ja umiera z tęsknoty za nimi. Okej, może i tak musi być, ale nie wiem dlaczego każdy z nich był dużo smutniejszy, gdy odchodził. To przykre.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz