Ale wracając do definicji szczęścia, na zadane pytanie odpowiedziałem przykładem szczęśliwych chwil, które mnie ostatnio spotkały:
Miało być zwykłe, popołudniowe spotkanie przy kawie, chwila rozmowy, pożegnanie się i zatracenie w eter. Ale przerodziło się w fantastycznie spędzone popołudnie i wieczór, wieczorny spacer nad zimowym bałtykiem, wzajemnym przytulaniem (w celu ochrony przed zimnem) i całusem w czoło. Kolejny dzień minął w przesympatycznej atmosferze. Mimo, że poznałem go dzień wcześniej cieszyła mnie jego obecność obok mnie, wspólne śpiewanie piosenek patrząc się nawzajem prosto w oczy, przytulanie się podczas oglądania durnych filmików na youtube. Siedzieliśmy obok siebie i mimo tego, że nie rozmawialiśmy cały czas, dało się wyczuć tę więź płynącą ponad naszymi głowami i łączącą nasze umysły.
Wróciłem już do miasta T., szkoda, że tak małą ilość czasu było dane nam spędzić. Świetny chłopak, świetnie spędzony czas. Przykro mi, bo najprawdopodobniej już nigdy się nie spotkamy, a nawet jeśli byłoby nam to dane, podejrzewam, że upłynie na tyle dużo czasu, że nie będziemy już czuć tego samego. Tego ponad duchowego przepływu energii, myśli i niewypowiedzianych słów. To była taka nasza mała, wakacyjna miłostka.
![]() |
| Mr K & K - wintertime lovers |
Zmieniając trochę temat, pan M. powiedział mi przed moim wyjazdem do miasta G. jedna mądrą rzecz:
Gdy poznałem M. wiedziałem, że spotkałem swoją drugą połówkę, to była moja największa miłość. Lecz gdy M. umarła przekonałem się, że na świecie jest wiele naszych 'innych połówek'. Gdyby było inaczej umarlibyśmy ze smutku i z żałości. A to, że kochałem ja najbardziej? Chyba nigdy nie przestanę, ale nie można być całe życie samemu.No a co jeśli zostawiłem swoją połówkę 660 km od siebie?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz