środa, 28 kwietnia 2010

Mimo wszystko...

Kolejny blog? Owszem, Wirtualna jest chujowa, tyle moge na ten temat powiedzieć. Radioaktywne biedronki rządzą i powiem otwarcie - TEST BYŁ PROSTY!

Niektóre problemy są jak drzazgi. Im szybciej je wyciągniemy, tym szybciej się skończą. Możemy, oczywiście, ciągnąć je długo, długo, ale może dojśc do momentu, gdy rana z drzazgą zaczyna ropieć. Co wtedy? Przekonujemy się po raz 'x', jaki ten świat jest do dupy, okrutny i sami dobrze wiecie jaki. Ale... czy to nie przez nas samych? Czy to nie my nie wyciągamy drzazgi i nie prowadzimy do zakażenia rany? Czasami sobie myslę, jakby moje życie wyglądało, gdyby nie pewne sprawy, które bywały odwlekane na później. Gdzie bym był, jak bym był, być może z kim bym był. Tak czy inaczej nauczyłem się, żeby nie żałować rzeczy, które się zrobiło, ale tylko tych, których nie wcieliliśmy w życie. I chciałbym tu podziękować pewnej osobie, nie będę tu pisal z imienia i nazwiska, bo po piewsze sama sie domyśli, że to o nią chodzi, po drugie nie uważam, że anonimowość jest złowieszcza. Za to, że jest - to chyba najważniejsze. Za wszystkie wspólne wypady - niekoniecznie w dzień. Za wagary, nie wagary, za lotniska, za wodną, za szlugozaury, za koncerty, za występy, za bajkały, mógłbym wiele wymieniać, ale po co? Ta osoba o tym doskonale wie! Uwielbiam Cię, wiesz o tym? ; )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz